Raz na wozie, raz podwozie!!!
Kategorie: Wszystkie | Dzieci
RSS
sobota, 15 grudnia 2012
Koniec bloga - wpis ostatni

Cztery lata i koniec.

To nie jest jak z końcem świata: od iluś tam Majów słyszymy, że się zbliża, a potem... Obiecanki-cacanki. Zamiast zapowiadać przez kilka tysięcy lat, załatwię to jednym krótkim: DZIĘKUJĘ ZA CZYTELNICTWO, TU BLOG SIĘ URYWA.

Proszę zrozumieć: dzieci się starzeją, jeszcze rok-dwa i zaczną czytać, i co to będzie? A za lat naście osiągną wiek rozrodczy, ja zostanę dziadkiem i wtedy pomyśli się o nowym blogu...

12:48, smutneczwartki
Link Komentarze (11) »
czwartek, 13 grudnia 2012
Gwiazdka ma krzywo...

Przyjdzie to zobaczy, gdzie gwiazdki zimują...

Otóż mój Pierwowyrodny zażyczył sobie narty. Na stwierdzenie: "Czy ty wiesz ile kosztują twoje zabawki?" odpowiedział szybką i męską decyzją. Zamierza wszystko sprzedać. Nieswoje też. Gdyby ktoś chciał przechodzonego tatusia z 5-letnim przebiegiem...

Ale do rzeczy:

- Mamusia tymczasem zdecydowała, że dzieci będą miały puszeczki na pieniążki, i tam będą sobie lokować kapitałek;

- Tatuś zdecydował, że dzieci będą mogły przehandlować w obrębie najbliższej rodziny swoje słodycze.

I w ten sposób każdy spełni swoje najskrytsze marzenia...

17:39, smutneczwartki
Link Dodaj komentarz »
piątek, 07 grudnia 2012
Ukryte łaknienia

Niektórzy twierdzą, że nasze popędy wyrażają się przez popełniane przez nas błędy językowe. Jak dla mnie to chora teoria, ale to nieschabowite, jak czasem nasze kobitki kaszą nam czekać na michę, i to na gołdzie!

14:45, smutneczwartki
Link Komentarze (3) »
Jeśli do kogoś nie przyszedł Mikolaj...

To stało się wczoraj. Jeszcze spałem, gdy przez sen usłyszałem dzikie wrzaski: "Mikołaj! Mikołaj przyszedł!!!" Później usłyszeliśmy coś, co sugerowało rozdzieranie, potem mlaskanie i ciumkanie. Zawinąłem się szczelniej w kołdrę, ale ktoś musiał tam pójść...

Dzieci były tak zajęte łupem, że początkowo nawet nie zauważyły mojego wejścia. Zbliżyłem się ostrożnie: z Mikołaja została już tylko bezładna kupa prezentów. Aga miała paszczę uszczelnioną "Mambą". Pomarańczową i cytrynową równocześnie. Popatrzyła na mnie tak, jak z pewnością jeszcze przed chwilą musiała patrzyć na Mikołaja. "Zjadłam tylko dwa!" - wycedziła, choć zabrzmiało to raczej jak "łała-łyło-ła".

Pozostaje się więc modlić: albo "MikoŁaj never dies" albo...

MIKOŁAJUS COCA-COLUS OBIIT, HIC NATUS EST ŚWIĘTUS MIKOŁAJUS.

12:03, smutneczwartki
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 grudnia 2012
Przed... niesiony weekend

Przedłużony to mogą mieć ci, co bez dziatków. Albo dziatki w komplecie z dziadkami. A ja na dziś sobie przeniosłem! Książeczka, herbatka, śnieg za oknem... Grzędowicza poczytuję, jak ktoś nie zna, to polecam. A teksty jakie! Przerzuty chyba mam - żona mi mówi normalnie dziękuję, a mi się jakoś tak wypsło: "Przyjdzie czas, że przyjdę do ciebie po zapłatę!" No i by się dziewczę udławiło odłamkiem ciasta drożdżowego, ze śmichu. Ale nie ze mną te numery, nie zostanę wdowcem z trójką niewychowaną! Popatrzyłem tak, że normalnie duch i mrok.

A to, co się nawypoczywałem i podładowałem, wypaliłem w godzinę z dzieckami na sankach. Aga trochę stawiała opór. Staś zjeżdżał regularnie, a ona się zaparła, że nie chce. Dopiero indagowana przeze mnie nachalnie wyjawiła, że taka górka to za duża, a mniejsza to i owszem. No i już później dylaliśmy "GÓRA - DÓŁ" systemowo, po dwa zjazdy. Po wszystkim dzieci ze skarpetkami i rękawiczkami można było wyciskać. Znaczy się - jutro powtórka!

20:11, smutneczwartki
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 02 grudnia 2012
Sta łosię!

To dziś, to dziś! Ziemia przestała uciekać Adasiowi do przodu i zaczęła się wreszcie kręcić do tyłu, kiedy akurat mój Ostatniorodny chce sięgnąć po coś, co jest prawie na wyciągnięcie ręki + 5 centymetrów. Bo zawsze się jakoś oddalało: 10, 15, 20 centymetrów... A dziś odkrył zasadę, na jakiej to działa: nawija się glebę pod siebie rąsiami i glob DAJE do tyłu! Między rączkami na początek, później szoruje po brzuszku i wychodzi gdzieś z tyłu, ale tego już się nie widzi. I te wszystkie cudowne rzeczy, które były tylko do oglądania z daleka, a które można zjeść, stłamsić, ew. pooglądać z bliska (a potem stłamsić i zjeść) są już w pakiecie odkodowanym.

No i tu się zaczyna nasza ambiwalencja uczuciowa.

 

20:50, smutneczwartki
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 29 listopada 2012
Ulice są nasze!

Zwykle wychodzimy po zmroku. Zwykle wtedy, kiedy grzeczne dzieci siedzą już przed komputerem. Tupiemy głośno. Zwykle Aga najgłośniej. Idziemy falangą - Staś osłania lewe skrzydło, Aga prawe. Zachowujemy się nagannie, na przykład śpiewamy. Kiedy wchodzimy do autobusu, po dwóch przystankach robi się pustawo.

Wysiadamy na pętli. Tam, gdzie kończą się latarnie. Ruszamy w ciemność. Ale ciemność też wymięka, bo my jesteśmy ciemniejsi od ciemności. I głośniej tupiemy.

I tak od tygodnia.

Na końcu naszej drogi jest kastorama. Patrzymy bez lęku w oczy ochroniarzowi - on może i też by patrzył, ale nie wie, w które, za bardzo. No to idziemy dalej i bierzemy najbardziej odjechaną brykę z koszyczkiem do pchania i takim autkiem, do którego można wsiąść. No zgadnijcie, kto wsiada, a kto pcha. No nie, no właśnie na odwrót, to ja pcham.

Później idziemy na małe siku. Na lewo idą panowie, na prawo panie, a my zawsze PROSTO, tam, gdzie chodzą VIP-y.

Później wracamy na pętlę. Autobus na wszelki wypadek już jest podstawiony, na wszelki wypadek pusty.

Odjeżdżamy. Ciemność za nami gęstnieje w bezsilności.

22:09, smutneczwartki
Link Komentarze (2) »
środa, 28 listopada 2012
Ty i ja - zęby dwa!

Dał się podejść jak dziecko - sfotografowałem go zdradziecko:

20:41, smutneczwartki
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 listopada 2012
Kiedy mnie już zabraknie...

Od tygodnia najmniejszego wpisku!

Nie to, że nie ma o czym: jest aż za dużo. Teksty po domu fruwają takie, że się z Mamusią ledwo uchylamy. (Mała próbka - wczoraj w autobusie, Staś: "Ja już przemilczę, że w tamtą stronę tylko Aga siedziała koło okna...")

Po prostu trójdzieciaty ojciec jest dużo bardziej awaryjny. Po drugiej kawie, gdzieś w okolicy 8-mej rano, robi mi się "Blue screen". Z trójjajecznym makaronem mam tyle wspólnego, że obaj skazani jesteśmy na pożarcie. No i mnie bardziej skręca.

A w ostatnim tygodniu to było "dużo mnie, a jakoby nikogo nie było". Zdych po wielkim biegu to jeszcze nic. Musiałem iść na spotkanie z Ciekawym Człowiekiem. Na miejscu się okazało, że mam robić za Ciekawego Człowieka. I mówić Bardzo Mądre Rzeczy Że Ho-Ho!

Od wielkiego biegu tym się to-to różniło, że nikt czasu nie mierzył. Do czasu.

I już jak mieliśmy odpocząć na koniec, to nas najechali Babcia z Wujkiem. Ja tam nic nie mówię, ale Staś...

Staś zapytany wczoraj na spacerze, czy może piciu albo siku, odparł refleksyjnie: "Ja to już chcę się tylko położyć, bo tak mnie goście zmęczyli..." Biedne dziecko, nie wytrzymało naporu prezentów!

08:43, smutneczwartki
Link Komentarze (1) »
niedziela, 18 listopada 2012
Jeszcze trochę Walhalla poczeka!

Już myślałem, że serducho nawali i dziś trafię do Walhalli.

Ta "dycha", którą dziś przebiegłem w grupce 624 zapaleńców, to jakaś dłuższa była niż ta moja, własna.

Na plus na pewno można mi policzyć to, ilu zawodników dziś wyprzedziłem! Drobny minus - na drugim/trzecim kilometrze oni wyprzedzali już mnie. A później ginęli hen-hen! za horyzontem...

Gdzieś na siódmym kilometrze miał czekać mój Ród z zaprzyjaźnionym drugim Rodem, co też swojego Tatusia na biegi wyekspediował. Nie mogłem wyglądać jak ostatnia ... (hm, umówmy się, że jak "Ostatnia walka Dakotów"), więc przemyślnie przed wirażem (i tak już widziałem same miraże, a skręty to najwyżej miałem własne - kiszek) trochę podreptałem, puściłem przodem pana, co się słaniał, a potem galopem wypadłem na prostą, gdzie już falował tłum moich dzieci wrzeszcząc "Tataaaa ruuuuraaaaa!", minąłem upatrzonego, później z rozpędu jeszcze kilka niewinnych biegaczy i biegaczek, i gdy już zniknąłem moim z widoku, pozwoliłem, by kolejność wróciła do normy.

W sumie po godzinie (i minucie) znalazłem się na mecie. Jak trafiłem do domu: nie pamiętam.

19:14, smutneczwartki
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 90
free counters